|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fajne blogi
Kliknij i pomóż
Najważniejsze wpisy
|
środa, 22 lutego 2012
Początek remontu
środa, 22 lutego 2012 Dziś wszyscy wstaliśmy godzinę wcześniej niż zwykle żeby dać sobie posypać głowy popiołem. W ten sposób po bardzo długim czasie Nadia miała okazję odwiedzić kościół. Z reguły chodzimy z L. na inne godziny tak aby ktoś był z nią w domu. A to z obawy o stan kościoła, który Nadia byłaby zdolna rozmontować do ostatniej cegły. Dziś zachowywała się jednak wyjątkowo spokojnie. To pewnie kwestia wczesnej godziny. Normalnie to by tak spokojnie nie dała rady usiedzieć. Po południu przygotowywaliśmy naszą sypialnię do malowania: wynieśliśmy meble i okleiliśmy taśmą wystające elementy. Ale najważniejsze było zdejmowanie naklejek z księżniczkami Disneya, które tak wiele lat towarzyszyły naszym dzieciom. Wszyscy się do nich przyzwyczailiśmy i jakoś smutno było się ich pozbywać. I właśnie przy zdejmowaniu tych księżniczek wszedłem na nasze łóżko, za mną weszły dzieci i nagle trach- rama łóżka się rozwaliła. Nie był to pierwszy raz, już kilka razy już ją naprawialiśmy i nie wiem czy to nie był ten przełomowy moment i czy przy okazji remontu nie zdecydujemy się również na wymianę łóżka. No cóż zaczęło się od przesuwania mebli a coraz bardziej zanosi się na poważny remont z coraz większymi wydatkami. Nela została wytypowana przez swoją wychowawczynię do reprezentowania klasy w konkursie recytatorskim (talent aktorski zdecydowanie po mamusi). Dostała do nauczenia się dwa wiersze: "Kolorowa krowa" Lecha Pijanowskiego i "Na straganie" Jana Brzechwy. Uczymy się więc wierszy pilnie. Nie wiemy jeszcze dokładnie kiedy konkurs się odbędzie, ale na pewno o tym na blogu przeczytacie.
wtorek, 21 lutego 2012
Zakupy
wtorek, 21 lutego 2012 Zgodnie z naszymi wczorajszymi planami pojechaliśmy dziś na zakupy związane z remontem naszej nowej sypialni. Przede wszystkim wreszcie zdecydowaliśmy (a właściwie zdecydowała L.) jaki kolor będą miały ściany. Kupiliśmy farbę, która nazywa się rajskie jabłuszko, a po mojemu (czyli męsku) to po prostu zielony. W szwedzkim sklepie kupiliśmy też nowe zasłony. Najlepsze w tym sklepie jest oczywiście to, że na godzinę można tam zostawić dzieci na sali zabaw. Z tego tez powodu jest to ulubiony sklep naszych dzieci, a dzięki temu również nasz. Jest tylko jedno ale. Gdyby nie traktowali mnie tam jak idiotę, który nie jest w stanie sam iść po to co chce i normalnie ze sklepu wyjść byłbym już zupełnie szczęśliwy. A łażenie po tym labiryncie zawsze i niezmiennie doprowadza mnie do szwedz... (tfu) szewskiej pasji.
poniedziałek, 20 lutego 2012
"Herbatka"
poniedziałek, 20 lutego 2012 Miłosz dostał w sobotę na basenie zaproszenie na dzisiaj na "herbatkę" do swojego kolegi z przedszkola. Zresztą Nela też dostała zaproszenie od siostry tego kolegi, która jest jej koleżanką z klasy. Tyle, że Nela miała dziś zajęcia ze śpiewu i z zaproszenia nie mogła skorzystać. Miłosz zaś skorzystał. Z przedszkola odebrała więc Miłosza mama tego kolegi a po osiemnastej od kolegi odebrałem go ja. Miłosz stwierdził, że było super, i że najwięcej bawili się w Hot Wheels "ścianowce". Powiedział mi też, że herbaty to on nie pił wcale, ale za to pił soki. :) A tak w ogóle to z rodzicami tego kolegi poznaliśmy się na szkole rodzenia, na którą chodziliśmy przed narodzinami Neli. Potem okazało się, że zarówno im jak i nam urodziły się dziewczynki. Te dziewczynki chodziły razem do jednej grupy w przedszkolu a teraz do jednej klasy w szkole. Po niecałych dwóch latach zarówno im jak i nam urodzili się chłopcy, którzy teraz chodzą do jednej grupy w przedszkolu. Nie zgodziły nam się tylko trzecie dzieci: my mamy Nadię, a oni chłopca, który w tej chwili ma około roku. Coraz większymi krokami zbliża się remont naszej nowej sypialni. Dziś byliśmy w kolejnym sklepie z artykułami budowlanymi pooglądać farby i akcesoria malarskie. L. ma już koncepcję kolorów i wyposażenia więc jutro chyba ruszymy na zakupy. L. była z Nelą na zajęciach ze śpiewu, a wieczorem na gimnastyce.
niedziela, 19 lutego 2012
Tysięczny wpis
niedziela, 19 lutego 2012 Gdy spojrzycie na sam dół strony tego bloga zauważycie zapewne, że udało mi się zapisać już sto stron historii życia naszej rodziny. Na każdej stronie znajduje się dziesięć wpisów a to oznacza, że wpis który właśnie czytacie jest tysięcznym wpisem na tym blogu. Że też mi się tyle chciało. :) Dzisiejszy dzień był trzecim dniem zjazdu L.. Dziś zajęcia rozpoczynały się po południu więc mogła sobie trochę dłużej pospać. Mniej więcej w tym samym czasie gdy L. wyjeżdżała na studia my również wyjechaliśmy- na basen. Podobnie jak wczoraj w czworo. Nadii znowu się bardzo podobało: pływała z makaronem i bez, nurkowała, skakała z brzegu, a nawet ze słupka startowego. To chyba ostatecznie nas utwierdziło w przekonaniu, że chyba możemy sobie już odpuścić wyjazdy do aquaparku. Pewnie od przyszłego tygodnia będziemy jeździli na weekendowe zajęcia na basenie całą piątką: Nela z Miłoszem na swoje zajęcia, L. popływać, a ja pobawić się z Nadią. Po powrocie z basenu resztę dnia spędziliśmy już w domu.
sobota, 18 lutego 2012
Drewno
sobota, 18 lutego 2012 Drugi dzień zjazdu L.. Musiała wstać wcześnie rano i jechać na studia. Tym razem więc to moim zadaniem było zabrać dzieci na basen. Ale postanowiłem zabrać całą trójkę a nie tylko Nelę i Miłosza. Dla Nadii była to pierwsza wizyta na normalnym pływackim basenie. Podczas gdy starsze dzieci uczestniczyły w swoich zajęciach ja z Nadią bawiliśmy się sami. Czterdzieści pięć minut naszego czasu w wodzie minęło nam bardzo szybko i już trzeba było wracać do domu. Wyprawę z całą trójką, chociaż nie była łatwa, mogę uznać za bardzo udaną. Po południu przyjechała do nas dostawa drewna kominkowego. Ostatnie mrozy mocno przetrzebiły nasze zapasy i musieliśmy dokupić parę metrów żeby się nie okazało, że wczesną wiosną zamarzniemy. Moim zadaniem na dzisiaj było to drewno ponosić i ładnie poukładać. Miłosz wyraził wielką chęć pomocy mi w tym zadaniu. Nela i Nadia wręcz przeciwnie- poszły sobie do dziadków. No ale nie ma się co dziwić, to w końcu typowo męskie zajęcie. Poukładanie drewna zajęło nam z Miłoszem prawie trzy godziny. Miłosz cały ten czas bardzo dzielnie mi pomagał. Nosił kawałki drewna, nie marudził i wytrzymał aż do samego końca pracy.
piątek, 17 lutego 2012
Kinect
piątek, 17 lutego 2012 Ten weekend to weekend zjazdowy na studiach L.. Dziś miała pierwsze z trzech zajęć. Popołudnie i wieczór spędziłem więc z dziećmi sam. Akurat żadnej bajki w telewizji dziś nie było więc większość tego czasu spędziliśmy grając w Kinect Sports. Chociaż trochę ruchu udało nam się zażyć, bo na dworze nie ma co prawda mrozu, ale za to jest odwilż, wietrznie i mokro.
czwartek, 16 lutego 2012
Aquapark
czwartek, 16 lutego 2012 Jak to zwykle w czwartek pojechaliśmy do aquaparku na zajęcia pływackie. Udało się nam pojechać w pełnym składzie. To zresztą już jeden z ostatnich wyjazdów w sesji zimowej. Zostały nam już tylko jedne lud dwa zajęcia. I mocno się zastanawiamy czy w sesji wiosennej też będziemy uczestniczyć. Trochę jesteśmy już tymi wyjazdami zmęczeni. A że starsze dzieci i tak chodzą dwa razy w tygodniu na basen to wielkiej straty nie będzie. Dziś jest Tłusty Czwartek. Dzień został uczczony jedzeniem pączków w szkole, przedszkolu, pracy, domu i samochodzie. :)
środa, 15 lutego 2012
Lodowisko
środa, 15 lutego 2012 Wybrałem się dziś z Nelą na lodowisko. Troszkę padał śnieg, ale w ogóle nam to nie przeszkadzało i przez całą godzinę śmigaliśmy sobie na łyżwach.
Na początku sierpnia kupiliśmy sobie pralkę i suszarkę. Musimy przyznać, że oba sprzęty spisują się dobrze i jesteśmy z tych zakupów bardzo zadowoleni. Szczególnie z suszarki bo praktycznie już wcale nie musimy prasować ubrań. Pralnia jest w tej chwili w piwnicy, a na piętrze została nasza stara, ale wciąż jeszcze dobra, pralka. L. używa jej od czasu do czasu, ale raczej bardzo rzadko. Stwierdziliśmy, że w lepiej będzie gdy przeniesiemy ją do pralni, tam przyda się dużo bardziej. I właśnie dziś, wspólnie z dziadkiem B., przenieśliśmy i zamontowaliśmy ją na nowym miejscu. Trochę było kombinowania z podłączeniem wody, odpływem, rurkami i kablami, ale w końcu się udało i obie pralki już działają.
wtorek, 14 lutego 2012
Walentynki
wtorek, 14 lutego 2012 Dzieci myślały o Dniu Świętego Walentego już od kilku dni. Zastanawiały się co przygotować i komu wręczyć. Najlepszym pomysłem, które wymyśliły to serduszka zrobione z koralików, które kupiliśmy ostatnio, a które poznaliśmy podczas jednej z wizyt u naszych przyjaciół. Łącznie cała trójka przygotowała cztery takie serduszka. Nela wzięła do szkoły dwa z nich z zamiarem wręczenia ich dwóm swoim ulubionym kolegom.I dodatkowo laurkę dla swojej najlepszej koleżanki. Niestety dla Neli Walentynki okazały się wielką porażką. Co prawda od swojej koleżanki laurkę również dostała, ale chłopakom plastikowe serduszka z koralików zupełnie nie przypadły do gustu i nawet ich nie chcieli przyjąć. Nie dostała również od żadnego chłopaka walentynki. W trakcie powrotu do domu powiedziała mi, że to jej najsmutniejsze Walentynki. Ale opowiedziała mi jeszcze coś. Do jej klasy chodzi jeden niepełnosprawny chłopiec. Zdaje się, że ma rozszczepienie podniebienia i w związku z tym bardzo słabo mówi. Jak się można domyślić nie ma łatwego życia w szkole. Dziś Nela zauważyła, że siedzi sam i jest smutny. Postanowiła przygotować dla niego walentynkę i mu ją wręczyła. Podobno bardzo się ucieszył. A ja byłem z jej zachowania bardzo dumny. Miłosz miał Walentynki dużo weselsze. Ale i zadanie dużo łatwiejsze- ta sama dziewczyna praktycznie od samego początku przedszkola. Dostał od niej piękną kartkę walentynkową kupioną w sklepie i dodatkowo kilka własnoręcznie przygotowanych laurek. On wręczył jej serduszko z koralików. Mam nadzieję, że jej się spodobało. Nadia również zabrała jedno z serduszek z postanowieniem wręczenia go swojemu ulubionemu koledze z grupy. Niestety kolega był nieobecny z powodu choroby i serduszko wróciło do domu. Biedny chłopiec pewnie nigdy się nie dowie jak wiele przez swoją nieobecność stracił. :) "Boeing, boeing"
poniedziałek, 13 lutego 2012 W ramach obchodów jutrzejszego Dnia Świętego Walentego wybraliśmy się dziś z L. do teatru. Była to sztuka "Boeing, boeing". Naprawdę świetna komedia. Super się bawiliśmy. W czasie gdy my się ukulturnialiśmy dziećmi opiekowali się dziadkowie. Neli skończyły się ferie i dziś wróciła do szkoły. W tym semestrze będzie chodziła codziennie na ósmą rano. Dwa razy w tygodniu będzie kończyła o wpół do dwunastej, trzy razy o wpół do pierwszej. Na razie będzie po lekcjach chodziła do świetlicy. Może jak zrobi się trochę cieplej będzie wracała sama do domu od razu po lekcjach. Za to do przedszkola nie poszedł dziś Miłosz. Chcieliśmy się upewnić, że nie jest chory. Wydaje się, że nic mu nie jest więc jutro pewnie do przedszkola pójdzie. |