|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fajne blogi
Kliknij i pomóż
Najważniejsze wpisy
|
sobota, 19 maja 2012
MnO i goście
sobota, 19 maja 2012 Wybraliśmy się dziś na marsz na orientację. To dopiero drugi nasz marsz w tym roku, ale oczywiście nie zapomnieliśmy jak lubimy te kilkukilometrowe spacery po lesie w poszukiwaniu lampionów. Tym razem przeszliśmy około sześć kilometrów. I nawet udało nam się zająć pierwsze miejsce. Po marszu było ognisko i kiełbaski. Na zakończenie było rozdanie dyplomów i losowanie nagród wśród uczestników. Udało mi się wylosować latarkę- czołówkę. Po marszu szybki powrót do domu i szybkie ogarnięcie się bo już na piętnastą byliśmy umówieni z gośćmi. A gośćmi byli teściowie Miłosza, u których byliśmy prawie dokładnie pół roku temu- dwudziestego listopada. Już wtedy przewidywałem, że nie będzie łatwo umówić się na rewizytę i rzeczywiście aż pół roku czekaliśmy na następną okazję do spotkania. A samo spotkanie, tak jak i to poprzednie, bardzo sympatyczne. Dzieci szalały w ogródku. Nawet aż za bardzo szalały, bo nie obyło się bez wypadków i ran. My spędziliśmy czas trochę spokojniej, ale również niewątpliwie bardzo miło. Goście pojechali około dwudziestej, a my poszliśmy jeszcze na godzinkę pogrillować do domu obok czyli do dziadków i pozostałej naszej rodzinki, która tam mieszka. Bez L.
piątek, 18 maja 2012 Rozpoczął się kolejny weekend zjazdowy na studiach L.. Pojechała więc zaraz po pracy na studiach a ja miałem małe zamieszanie. Po odebraniu dzieci z przedszkola odwiozłem je do dziadków. Za to zabrałem babcię żeby pojechać z nią do lekarza. Na szczęście u lekarza poszło całkiem sprawnie. Odwiozłem więc babcię z powrotem do domu, a sam pojechałem na małe zakupy. Jutro spodziewamy się gości więc trzeba było kupić co nieco żeby ich zacnie ugościć. Po zakupach przejąłem kontrolę nad dziećmi, które zresztą i tak cały czas spędziły na zabawie i robiąc małe przygotowania do jutrzejszej wizyty czekaliśmy na powrót L. ze studiów. Tak mnie jakoś ten dzień wykończył, że poszedłem spać już około północy czyli wyjątkowo jak na mnie wcześnie.
czwartek, 17 maja 2012
Ogólnie
czwartek, 17 maja 2012 Pogoda nadal nieciekawa, nic ciekawego się nie działo więc napiszę o dwóch sprawach ogólnych. Po pierwsze od jakiegoś czasu Nela już sama wraca po szkole do domu. Ma ze sobą telefon i dzwoni do nas zarówno przed wyjściem ze szkoły jak i po dojściu do dziadków. Tylko w razie niesprzyjającej pogody zostaje w świetlicy. Tyle, że tak się jej ostatnio fuksiło, że nawet jak pogoda nie jest jakaś świetna jak wczoraj czy dzisiaj to gdy kończyła lekcje to akurat nie padało i mogła spokojnie wracać pieszo. Drugim, dużo ważniejszym wydarzeniem jest odpampersowanie Nadii. W dzień nie korzystała z pampersów już od bardzo dawna, ale w nocy ciągle tak. Parę prób już w przeszłości podejmowaliśmy, ale zawsze bez sukcesów. Ostatnimi czasy nawet nie próbowaliśmy, ale uznawaliśmy, że to bez sensu skoro rano i tak zawsze pampers był mokry. Pomógł przypadek. Nadia biegała przed zaśnięciem w samej piżamce i potem poszła spać bez założonej pieluchy. I okazało się, że rano miała sucho. Postanowiliśmy pociągnąć temat i okazało się, że to już jest ten właściwy moment. Od jakiegoś tygodnia Nadia śpi bez pampersów i na razie same sukcesy. Jeszcze przez dwa dni w środku nocy zabierałem ją z łóżka do toalety, ale potem już nie i wreszcie możemy stwierdzić, że nasza najmłodsza córka już pampersów nie potrzebuje. To niewątpliwie historyczny moment- można powiedzieć, że niniejszym wyszliśmy z pieluch. :)
środa, 16 maja 2012
Deszczowo
środa, 16 maja 2012 Tym razem dzieci nie miały okazji do szaleństw na placu zabaw w naszym ogródku bo pogoda było bardzo brzydka- deszcz i zimno.
wtorek, 15 maja 2012
Konkurs wokalny
wtorek, 15 maja 2012 Byliśmy dziś całą rodziną na konkursie wokalnym, w którym brała udział Nela. I to w podwójnej roli. Najpierw w ramach zespołu, który prowadzi jej pani wychowawczyni, i który tworzą jej koleżanki i koledzy z klasy. A potem jako solistka. W konkursie brały udział dzieci ze szkół podstawowych oraz z gimnazjów. Były trzy kategorie wiekowe: klasy jeden-trzy, klasy cztery-sześć oraz gimnazja. Zespół Neli w kategorii klas jeden-trzy zajął drugie miejsce.
A wieczorem kolejne szaleństwa w ogrodzie w towarzystwie kilku innych dzieci.
poniedziałek, 14 maja 2012
Po weekendzie
poniedziałek, 14 maja 2012 Powrót do normalności po kolejnym wyjazdowym weekendzie. Nela była na zajęciach wokalnych. Występ już jutro. L. była na gimnastyce. A ogólnie to dzieci cale popołudnie i wieczór spędziły w ogródku szalejąc na trampolinie. A razem z nimi kilka innych dzieci z sąsiedztwa.
niedziela, 13 maja 2012
Wizyta
niedziela, 13 maja 2012 Drugi dzień weekendu w Warszawie. Dziś odwiedziliśmy naszych przyjaciół i ich dwuletnią córeczkę, którzy mieszkają niedaleko Warszawy. Po pysznym obiadku i miłej pogawędce około godziny szesnastej ruszyliśmy w stronę domu. Po mniej więcej czterech godzinach jazdy zajechaliśmy do domu. "Aladyn"
sobota, 12 maja 2012 Na weekend pojechaliśmy do Warszawy. Wstaliśmy coś po siódmej, potem śniadanko i pakowanie (bo wczoraj już nam się nie chciało). Wyjechaliśmy z domu około godziny dziewiątej i po czterech godzinach jazdy zajechaliśmy na miejsce. Poszliśmy na obiad, zameldowaliśmy się w hotelu i już był czas żeby iść do teatru. Bo głównym celem naszego wyjazdu był spektakl "Aladyn" w Teatrze Muzycznym Roma, który rozpoczynał się o godzinie piętnastej. Do Warszawy pojechaliśmy tylko w czwórkę, bez Nadii. Obawialiśmy się, że jeżeli przedstawienie będzie trwało około trzech godzin tak jak na przykład "Shrek", na którym byliśmy w Teatrze Muzycznym w Gdyni, to Nadia spokojnie tyle by nie wysiedziała. Okazało się, że sztuka trwała tylko niecałe półtorej godziny i zapewne tyle Nadia dałaby radę wytrwać. Tym bardziej, że naprawdę było co oglądać. Dzieci nie nudziły się ani przez sekundę i zachwycone wyszły z teatru. Nam również bardzo się podobało. Żałujemy, że nie zabraliśmy Nadii z nami. W dodatku okazało się, że było to akurat setne wystawienie "Aladyna". I z tej okazji dzieci otrzymały słodkości i upominki.
Wieczorem wybraliśmy się jeszcze na rodzinny spacer po warszawskiej starówce.
piątek, 11 maja 2012
Trampolina
piątek, 11 maja 2012 Wyjątkowo późno zabrałem się w tym roku za rozstawianie trampoliny w naszym ogrodzie. Ale jakoś tak nie było wcześniej dobrej okazji. Dziś wreszcie się za to wzięliśmy. Dzieci mi w tym dzielnie pomagały i to nie tylko nasza trójka, ale dodatkowo troje kolegów i koleżanek naszych dzieci z sąsiedztwa. Wspólnymi siłami udało nam się trampolinę zbudować. Późnym popołudniem odwiedzili nas nasi przyjaciele z trójką dzieci i w naszym ogrodzie zrobiło się małe przedszkole. Cała ta gromadka dzieci na szczęście bawiła się w miarę grzecznie i spokojnie i mieliśmy możliwość całkiem spokojnej rozmowy. Jeszcze nie do końca udało nam się rozpakować i zrobić porządek z bagażami z poprzedniego wyjazdu, a już jutro wyjeżdżamy znowu. Tym razem tylko na weekend. Szczegółowa relacja po powrocie.
czwartek, 10 maja 2012
Debiut sceniczny
czwartek, 10 maja 2012 Przed wyjazdem na majówkę dostaliśmy w przedszkolu od pani przedszkolanki z grupy Nadii płytę z piosenką do nauki. Ponieważ dużo podczas majówki jeździliśmy samochodem to i okazji do słuchania i śpiewania było dużo. Nadia całkiem nieźle nauczyła się tej piosenki. Wczoraj na wywiadówce okazało się, że dziś Nadia będzie występować z tą piosenką na przeglądzie piosenki przedszkolnej. Skoro nasza najmłodsza córka występuje po raz pierwszy na scenie oczywiście poszliśmy z L. na przegląd żeby to zobaczyć. Jakież było nasze zdziwienie gdy w scenariuszu, który dostaliśmy przy wejściu Nadia widniała jako solistka śpiewająca tę piosenkę. Spodziewaliśmy się raczej jakiegoś chóru złożonego z dzieci z jej grupy przedszkolnej. Przed występem mieliśmy wielkiego stresa, że taki solowy występ raczej nie ma szans się udać. A tymczasem debiut wypadł świetnie. Nie spodziewaliśmy się takiego talentu muzycznego po naszej najmłodszej córce, tym bardziej, że do tej pory jakoś specjalnie się wokalnie nie udzielała.
Popsuł nam się w kuchni prąd. Nie działają żadne gniazdka elektryczne. Lodówkę podłączyliśmy tymczasowo przedłużaczem do gniazdka w przedpokoju. Po południu próbowałem znaleźć przyczynę awarii, ale ponieważ taki ze mnie elektryk jak z marchwi gwóźdź nie udało mi się. W związku z tym na jutro zostały wezwane siły specjalne w osobach teścia i szwagra. L. w tym czasie poszła z dziećmi na długi spacer z placem zabaw po drodze. Skoro więc poległem z elektryką i w dodatku ominął mnie rodzinny spacer postanowiłem pobiegać. Ale i tu porażka. Miałem przebiec dziesięć kilometrów, ale motywacji starczyło mi tylko na osiem. |